Dekarstwo ciąg dalszy

Tak jak mówiłam, ominęłam tą podejrzaną fontannę, rzuciłam ostatnie spojrzenie na dachy otaczających mnie bloków i postanowiłam, że czas wejść do środka. Podeszłam do jednej z klatek, w której zgodnie z moją pamięcią mieszkał mój kolega ze swoją żoną. Przekierowałam wzrok na domofon, ale zauważyłam, że nie będę mogła go użyć, bo widniała na nim kartka z napisem: „Uwaga, naprawa! Proszę pukać”. Pukać? W drzwi klatki? To trochę dziwne. Ale skoro mówią, żeby pukać, to zapukałam. Czułam się dziwnie robiąc to, ale i tak nie było nic dziwniejszego, niż dekarstwo poznań, obsesja kolegi, do którego mieszkania chciałam się dostać. Stałam tak przez dobre piętnaście minut, zanim zjawił się mężczyzna, który otworzył mi drzwi i wpuścił do środka budynku. Przywitał się ze mną i zapytał jak podobają mi się ich nowe dachy. Podobno dopiero co je zmienili i teraz są z eternitu, czyli najlepszej jakości materiału, którym dysponuje dzisiejsze dekarstwo. Powiedział, że jego zdaniem są najpiękniejsze na świecie (piękniejsze nawet od jego żony i jakby miał okazję, żeby cofnąć czas, to właśnie z nimi by się teraz ożenił, a nie z tą wariatką) i, że nigdy więcej nie będzie im potrzebna naprawa, bo ten materiał jest ultra wytrzymały.